Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
znajomijoe.pl blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl darmowe forum val.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl forumforum.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
Na chwilę przed Zmierzchem...

Requiem



Przedstawiam Wam ostatni rozdział tego opowiadania (w końcu). Mnie osobiście podoba się najbardziej :)

Pisałam przy Requiem i przy tym zalecam czytać.
~ Autorka




Deszcz zastukał w niedomknięte okno, wsiąkając w jego ubrania, płynąc w dół ze wszystkim… wszystkim, co było mu dane..
- .. na chwilę.. bo świat to tylko głupia zabawka… zepsuta zabawka w rękach Boga.
James leżał w kajucie sam, jak połamany żołnierzyk z kompletu, wodząc ołowianą ręką za każdą kroplą, odprowadzając ją do własnego grobu..
..Grób… każda istota nosi go w sobie, każda wątła kropla powtarza tę jedną sylabę.. tak obojętną, tak zimną. Powtarza i niesie, powiela tysiąckroć i niesie w nicość
.. w nicość, bo kim jest Bóg; Ten, co daje i odbiera..?

Tamten dzień.. James zapamiętał go dobrze, jakby ten wieczór, to było wczoraj… rozerwanej duszy nie da się poskładać, rozkazać złamanemu sercu, by biło dalej, wciąż.. tak samo.
Tamtego dnia też padał deszcz… wtedy, gdy oboje wsiedli do ciemnego powozu.. Jak karawan, ten wiózł ich na wzgórze – do parku. Drewniane, twarde koła grzęzły w rozmokłej ziemi, stangret raz po raz strzelał z bata na konie – nawet one odmawiały posłuszeństwa – gdy niebo zasnuły czarne chmury, nawet gwiazdy cofnęły się przed deszczem.. blasku zuchwałych piorunów dało się słyszeć tylko ciche groźby i przekleństwa służącego – w taką noc wolałby pić w portowej tawernie, zamiast zmagać się z powozem, końmi i listopadowym dniem.
Wjechali do parku. Czarne kształty drzew prowadziły w ciemnię, wątły płomień powozowej latarki raz po raz przygasał, poddawał się strugom deszczu.. a Mabel patrzyła w okno. Jej ciemna postać w czarnej sukni i welonie zupełnie zlewała się z rzeczywistością. Przeszywało ją zimno. Wodziła ręką za kroplami, ze wzrokiem utkwionym w jednym punkcie, w pełni poddawała się drganiom powozu, nierównemu chybotaniu; jakby jechała na śmierć.
A on? Dlaczego nic wtedy nie zrobił? Dlaczego nie powiedział ni słowa, tylko milczał, zamykał oczy na los..? Królewski żołnierz powinien stać w obronie każdego – tak mu potem powiedziano – potem – kiedy niczego już nie było i niczego miało nie być, oprócz tego wieczoru. Cały czas kołatał mu się w sercu, burzył myśli, wpadał w słowa… Słyszał go w morzu, widział w ciemnej klindze szabli.
… a jej, kto wtedy bronił..?
Kolejny krople spłynęły po szybie łącząc swoje szlaki w morzu pełnym obojętnych łez…
Taki był – Bóg, czas.. on sam – obojętny, jakby mu dusza umarła. Wpatrzony martwo w okno, miesiącami nie myślał o niczym. Wyzuty z wszelkich uczuć, z wszelkiego pragnienia – był już tylko rzeczą – niepotrzebnym przedmiotem leżącym wieki w szafce, czekającym aż pęknie mu w środku sprężyna i Bóg wyrzuci go w ciemność.
Taki był – głuche kapanie powoli odmierzało jego czas.. A gdyby.. gdyby wtedy.. mogło zdarzyć się raz jeszcze..? Co by wtedy zrobił? Czy postąpił by może inaczej ..?
W ciemnym powozie w parku wśród obumarłych z liści drzew zatrzymali się nagle oboje wraz z czasem.
- Ktoś.. ktoś świeci tam – woźnica wskazał w próżnię. Wątłe światło posiadłości Lorda Coleridge`a tajało w listopadowym zmierzchu.. Chciał chwycić ją za rękę, spojrzeć jeszcze w oczy, choć raz, choć jeden raz na puste, ciągnące się wiecznie miesiące rozstania. Chciał szepnąć słowa:
- Mabel! Mabel! – ugrzęzły mu w gardle. Chwycił nadgarstek, wyrwała się mu, trzasnęły drzwi powozu, kawałki okiennego szkła potoczyły się w nicość.. i widział ją wtedy jak sama biegnie w noc, nie mając dobrego słowa na drogę ; nie mając nic, co dałoby jej nadzieję. Biegła w ciemność, wytrącona własnym losem, jak zraniony ptak – przed siebie.. i trzepotała się w swojej klatce, ze wszystkich sił.
A on? Stał wtedy w deszczu, pośród cieni, łapiąc wzrokiem każdy szept. Stał, trzymając w ręku czarną, damską rękawiczkę.. mokrą.. ciepłą jeszcze.. i patrzył, dopóki nie wchłonął jej deszcz.
Czy to było ich Requiem? Requiem straconej miłości, w której pogubili się oboje, która od początku była na odwrót, nie tak..? Ta, co gnała ich do siebie, kazała się im rozstać, ta, co stwarza życie, urodziła chłodny grób; ta, co daje szczęście stała się przyczyną bólu.. Na świecie nie ma miłości; paradoksy nie istnieją, istnieje tylko Bóg – Ten, co daje
... i odbiera.
A mógłby może być ślub.. na początku opowieści, gdyby wszystko zacząć jeszcze raz.. od nowa.. To Bóg pomylił nuty – zamiast marszu weselnego brzmiało Requiem w deszczu, płynąc cicho w dół…
- James.. ona.. nie żyje. Zasztyletowano ją wczoraj w nocy.. w parku – te zimne, ciemne słowa; zwężone źrenice Gillette`a… wydarły w jego duszy dziurę, wypaliły ją – światła ściemniały, ktoś poderwał się zza opróżnionej szklanki. Wszystko, wszystko nie tak!
Norrington szedł pustą ulicą w deszczu, pustą jak jego życie. Szedł sam wśród stłumionych szeptów niosących jego niemą skargę w nicość. Świat spływał ulicami, szarzał coraz bardziej, w strugach sinej wody zatracała się jego cała forma i kształt. Ktoś krzyknął w mroku, jakiś człowiek popchnął go śpiesząc się do swoich pustych spraw, w tawernie wybuchł śmiech. Szedł wprost, przed siebie z twarzą jak kamień i sercem.. jak.. kamień
..i tylko.. ręce mu drżały.. jak zimne, jak w febrze..

Jej małe.. żywe serce zatrzymała stal.. jej miłość zrodziła nienawiść, jej chwila szczęścia – wieczny ból.
Kim była ta pani bez powiek, czekająca w trumnie na klifie, czym była ta trumna pod ziemią, gdy kopano dół..
Jego krew zburzyła mu się w żyłach, jego życie straciło sens. Biegł na górę, do parku szalony, targany wiecznym bólem, nieświadomy siebie.
I dopadł go pod bramą
Na dzień przed pogrzebem
I w ciemnych strugach deszczu
Poznał go w świetle latarki.
Przyłożył pistolet do piersi – wystrzelił.
..I włożył pistolet do ust…


Deszcz zatrzymał się na oknie po to, by znów kilka kropel obsunęło się w dół.. Norrington leżał jak kamień w kajucie i płynął gdzieś.. przed siebie.. w pustkę..
- Powinieneś być wdzięczny gubernatorowi, James. Degradacja i banicja to i tak najlżejsza kara, jaką udało się mu wybłagać. Poruszył niebo i ziemię…
Tak.. bo żołnierz królewski powinien bronić każdego, a nie używać broni w swoich własnych porachunkach tak mu powiedziano, właśnie tak.. a jej, kto wtedy bronił.. Nie było go tam, nie było, gdy biegła w ciemność po swoją gorzką śmierć, nie było, gdy jej granatowe oczy chwytały w locie ostatnie krople deszczu… krzyczała, żeby wracał, że sama pójdzie tam że wszystko wyjaśni, a on stał z jej rękawiczką w dłoni.. Jedna rękawiczka – tyle mu zostało..

- James, leżysz tak już od miesiąca! Powiedz słowo, choć jedno słowo; powiedz, że jest dobrze – Gillette nie dawał za wygraną, deszcz kończył swoje Requiem.. Norrington odsunął z ramienia rękę przyjaciela i z szeroko rozwartymi oczyma wyszedł na pokład. Było pusto. Marynarze gdzieś na dole grali w karty, obstawiając własne życie, duszę, własny los.. Wśród pogubionych pasem mgły jego nieme kroki głucho odbijały się w próżni. Szedł w stronę dziobu, miarowo, żołniersko. Ciemność rozwierała przed nim swoje ramiona, jego sylwetka zginęła we mgle… Po papierowym morzu płynął..
..jakby tego wszystkiego..
.. nie było…


Lacrimosa 17/07/2009 16:20:55 [komentarzy 1] Komentuj




"Największa miłość – zawsze ta, która pozostała niespełniona."

Peter Ustinov



Menu





Dodaj do ulubionych


Rozdziały

Rozdział I: Syn Admirała
Rozdział II: W ogrodzie złudzeń
Rozdział III: Chwytając ster życia
Rozdział IV: Gillette
Rozdział V: W katedrze
Rozdział VI: Medalion
Rozdział VII: Czas Mabel
Rozdział VIII: Cynamon i curry
Rozdział IX: Tabula rasa
Rozdział X: Sześć godzin milczenia
Rozdział XI: Requiem


Przyjaciele

the-pirates
niebo-amelii
silmarwen-demon-w-duszy
pianist-rapsody
star-of-venus
manuskrypt
ścieżka-wolności
movingshadow
bride-of-the-satan
silmarwen
requiem-for-dreams
nicole-cullen
feng-zhan-shi
equinox
blythe
the-covenant



Layout

Liv Tyler as Mabel Wordsworth
Jack Davenport as James Norrington

graphic|html
Powered by blog4u.pl
Only for Pani Norrington
All rights reserved!